siostra z wietnamu1Katechizuje, uczy polskiego, pomaga przy porodach i w urzędach. Siostra Anna Nguyen Thi Hong Tham wspiera Wietnamczyków mieszkających w Polsce

Pierwsze wrażenie po przyjeździe do Polski: bardzo zimno! Był mroźny grudzień 2009 r. i siostra Anna pierwszy raz w życiu zobaczyła śnieg. – Na południu Wietnamu, koło Sajgonu, gdzie mieszkam, nie ma zim, a temperatura sięga trzydziestu kilku stopni – opowiada s. Anna ze Zgromadzenia Sióstr Franciszkanek Misjonarek Maryi.

Była trzy lata po ślubach wieczystych, kiedy matka generalna w Rzymie zdecydowała, że s. Anna przyjedzie na placówkę do Polski. Ta wiedziała o naszym kraju tyle, że tu urodził się papież Jan Paweł II. Pamiętała jego mocne słowa: „Nie lękajcie się!”. Miesiąc po przyjeździe rozpoczęła naukę języka polskiego.

– Nie było łatwo. To skomplikowany język, z trudną gramatyką i odmianą przez siedem przypadków – śmieje się s. Anna. Wcześniej na placówce w Malezji uczyła się języka angielskiego, w Polsce przez trzy lata chodziła do szkoły językowej, potem na kursy doszkalające. Przełożona Zgromadzenia w Polsce oddelegowała ją do pracy z Wietnamczykami w Ośrodku Migranta Fu Shenfu, prowadzonym przez misjonarzy werbistów w Warszawie. – Uczestniczyłam w przygotowaniach do liturgii i Mszy Świętej. Przez dwa lata zastępowałam pracującą w ośrodku siostrę, a potem zostałam tu na stałe – mówi s. Anna.

W każdej sytuacji

Działa jak pogotowie ratunkowe: wzywana jest w nagłych, niecierpiących zwłoki sprawach jako tłumacz, często podczas porodów, i do urzędów przy załatwianiu formalności. Przed dwoma tygodniami w niedzielę zadzwonił telefon: „Siostro, żona idzie rodzić!”. Trzeba było szybko jechać. Cały dzień spędziła w szpitalu, a ponieważ poród jeszcze nie następował, wróciła do domu na wieczorną modlitwę, z telefonem w kieszeni. Po jakimś czasie znowu zadzwoniono ze szpitala i siostra przez telefon przekładała raz wietnamski na polski, raz polski na wietnamski.

Innym razem – był akurat Dzień Misyjny, szczególnie świętowany w Zgromadzeniu – kolejny telefon: „Prosimy o pomoc, dziecko jest źle ułożone, lekarze nic nie mogą zrobić bez pomocy tłumacza”. – Szybko pobiegłam do szpitala, dobrze, że blisko naszego domu. W rejestracji przy ul. Madalińskiego już mnie znają – śmieje się s. Anna. Ale często trzeba jeździć miejską komunikacją w odleglejsze rejony: do przychodni w Raszynie, do Centrum Medycznego Caritas na Tarchominie, do Szpitala Chorób Zakaźnych na Woli. Liczba instytucji i urzędów, jakie siostra ma wypisane na swojej liście, jest długa.

Siostra Anna prowadzi też dla Wietnamczyków lekcje języka polskiego. Zajęcia odbywają się dwa razy w tygodniu w Wólce Kosowskiej. Każdego z tych dni są dwie grupy, przychodzi po 8-19 osób, zależnie od godzin pracy. W listopadzie ruszyła kolejna grupa od podstaw.

– Wcześniej przygotowywałam dzieci w każdym wieku przed pójściem do polskiej szkoły – mówi s. Anna. Zdarzyło się też prowadzenie lekcji dla studenta Uniwersytetu Warszawskiego. Przyjechał studiować w Polsce ekonomię. Język sprawiał mu tyle kłopotu, że postanowił wrócić do kraju. Jednak jego tata się uparł, odnaleziono kontakt do s. Anny. – Pracowaliśmy nad gramatyką, a dziś jest już absolwentem – mówi s. Anna o tym wyjątkowym uczniu.siostra z wietnamu1

Na lekcje przychodzą osoby, które pracują głównie w handlu. – Szukam słów potrzebnych im do pracy w sprzedaży. Pierwsi uczniowie chodzą już trzy lata na lekcje. Przygotowuję lekcje, bazując na doświadczeniu mojej nauki języka. Najtrudniejsza jest wymowa i gramatyka – ocenia s. Anna.

W Polsce mieszka całkiem spora grupa Wietnamczyków – około 50 tys. Część przyjechała do Polski, zanim ukończyła szkołę. Szybko się asymilują, podejmują pracę. Zarabiają najpierw na oddanie długów, które zaciągnęli na podróż. Przyjeżdżają przez Rosję, bo tam łatwiej jest dostać wizę. W naszym kraju czują się bezpiecznie.

W piątki s. Anna prowadzi katechezy. – Teraz dwie pary przygotowują się do chrztu, chciałabym, żeby przygotowanie do małżeństwa poprowadził ksiądz, bo w Polsce pracuje dwóch wietnamskich księży – mówi s. Anna.

Religia źle widziana

Choć formalnie w Wietnamie panuje wolność religijna, w rzeczywistości zwalczane są wszelkie przejawy religijności. Prześladowania dotykają przedstawicieli wszystkich wspólnot religijnych: buddystów, taoistów, chrześcijan. Najtrudniejszy los spotyka chrześcijan. Katolików i protestantów traktuje się jak obywateli drugiej kategorii. Dla komunistycznych władz głoszenie wiary w Chrystusa jest oznaką „zdrady interesów narodowych”, o misjonarzach mówią, że to „narzędzia imperializmu”. W roku 2004 wprowadzono w Wietnamie prawo wyznaniowe, które jeszcze mocniej ograniczyło praktykowanie religii. Na sprawowanie kultu trzeba było uzyskać pozwolenie władz, podobnie jak na organizację świąt, wydarzeń religijnych, inicjatyw ekumenicznych. Kazania można było głosić jedynie w wyznaczonych przez władze miejscach kultu, ze wskazaniem na treści propaństwowe. Państwo kontrolowało publikacje religijne i ustalało program kształcenia duchownych. W sierpniu tego roku rządząca władza przedstawiła projekt nowych przepisów dotyczących wierzeń i religii. Czy będą łagodniejsze? Zwierzchnicy religijni skrytykowali przewidziane w projekcie zapisy o konieczności rejestracji miejsc kultu i osób duchownych, w tym o przemieszczaniu się ich po kraju. Także o programach nauczania w seminariach, które muszą być zgłaszane z rocznym wyprzedzeniem, co w praktyce uniemożliwia działalność. Z kolei zakonnicy pięciu różnych zgromadzeń określili nową wersję przepisów jako krok wstecz w porównaniu z regulacjami z 2004 r.

W całym Wietnamie jest ok. 8 proc. katolików, ok. 12 proc. jest wyznania buddyjskiego, zdecydowaną większość stanowią tradycyjne religie plemienne, od niedawna dynamicznie rozwija się religia muzułmańska. – Pomagam każdemu, niezależnie od religii i wyznania – opowiada s. Anna, która wychowała się w rodzinie katolickiej. – Od pokoleń jesteśmy katolikami, dziadkowie, potem rodzice. Mam dwóch braci i cztery siostry. Poza jedną siostrą reszta rodzeństwa założyła rodziny z katolikami. W mojej rodzinnej parafii jest 6 tys. katolików, tam nie ma przeszkód z codziennym chodzeniem do kościoła, ale w innych regionach państwo utrudnia życie religijne. Szuka na to różnych sposobów, uniemożliwia budowę kościołów. Ludzie spotykają się na modlitwie w domach.

– W mojej rodzinnej parafii ludzie chętnie angażują się w pracę. Posługują tam siostry ze Zgromadzenia Sióstr Franciszkanek Misjonarek Maryi – opowiada s. Anna. – Co niedziela chodziłyśmy z koleżanką na różaniec, adorację. Pomagałyśmy sprzątać w kościele. Potem pomagałam w katechizowaniu, chodziłam z siostrami do osób potrzebujących. Mojemu tacie się to nie podobało – relacjonuje s. Anna. – Kiedy usłyszałam od sióstr, że nie mają komu powierzyć tej pracy, pomyślałam, że chciałabym służyć więcej w Kościele. Pan Bóg kieruje nami krok po kroku, zmienia nasze myślenie. Wstąpiłam do nowicjatu i przyjechałam na ostatni urlop, a tata zapytał, czy decyzję o wstąpieniu do zakonu podjęłam sama, czy pod wpływem koleżanki. Dało mi to wtedy do myślenia. Nie było łatwo, ale Bóg prowadził – wspomina s. Anna.

Jak pomagać?

– W Wietnamie jest dużo powołań, ale brakuje ludzi do prowadzenia ich formacji – ocenia s. Anna. – Kościół w Wietnamie potrzebuje modlitwy. Żniwo wielkie, ale robotników mało.

Dniem szczególnej modlitwy za kościół w Wietnamie będzie 24 listopada. W warszawskiej bazylice Świętego Krzyża przy Krakowskim Przedmieściu 3 o godz. 18 zostanie odprawiona Msza Święta, a potem odbędzie się spotkanie z dwoma wietnamskimi kapłanami pracującymi w Polsce i z s. Anną Tham. W tym dniu przypada święto 117 wietnamskich męczenników: Andrzeja Dung-Laca i towarzyszy.

Pierwsi misjonarze, którzy przynieśli wiarę chrześcijańską do Wietnamu, przybyli tam w 1533 r. Przez kolejne trzy stulecia chrześcijanie byli prześladowani za swoją wiarę. Wielu z nich poniosło śmierć męczeńską, zwłaszcza podczas panowania cesarza Minh-Manga w latach 1820-40. Zginęło wtedy od 100 do 300 tys. wierzących, spośród których Jan Paweł II kanonizował 117 męczenników, w tym ośmiu biskupów, 37 kapłanów i 59 świeckich. Kanonizacja odbyła się w Rzymie 18 czerwca 1988 r.

Do uczestnictwa we Mszy Świętej i modlitwie 24 listopada zaproszeni są wszyscy, bo to realny wymiar pomocy dla naszych doświadczanych przeciwnościami braci w wietnamskim Kościele.

Irena Świerdzewska
Idziemy nr 47 (581), 20 listopada 2016 r.

chiny dzisiaj banner
f t g

Jak nas znaleźć?

 

 

 

 

Centrum Migranta Fu Shenfu

ul. Ostrobramska 98

04-118 Warszawa

Tel./fax: 22 610 02 52

Kom. 781 904 555

E-mail: osrodek@migrant.pl